Bloog Wirtualna Polska
Są 1 278 082 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Śpieszmy się kochać ludzi...

środa, 30 października 2013 22:07

 

W tym tygodniu proponujemy Wam wiersz, który niezmiennie wprawia nas w zadumę i sprawia, że zaczynamy zastanawiać się nad kruchością naszego życia. Dzieje się tak niezależnie od tego czy czytamy ten utwór pierwszy raz, czy znamy go już na pamięć. 

Dzień Wszystkich Świętych to przecież odpowiedni czas na refleksję...

 

 znicz.jpg

 

Wiersz nr 2   

 

Śpieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą
zostaną po nich buty i telefon głuchy
tylko to co nieważne jak krowa się wlecze
najważniejsze tak prędkie że nagle się staje
potem cisza normalna więc całkiem nieznośna
jak czystość urodzona najprościej z rozpaczy
kiedy myślimy o kimś zostając bez niego

Nie bądź pewny że czas masz bo pewność niepewna
zabiera nam wrażliwość tak jak każde szczęście
przychodzi jednocześnie jak patos i humor
jak dwie namiętności wciąż słabsze od jednej
tak szybko stad odchodzą jak drozd milkną w lipcu
jak dźwięk trochę niezgrabny lub jak suchy ukłon
żeby widzieć naprawdę zamykają oczy
chociaż większym ryzykiem rodzić się niż umierać
kochamy wciąż za mało i stale za późno

Nie pisz o tym zbyt często lecz pisz raz na zawsze
a będziesz tak jak delfin łagodny i mocny

Śpieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą
i ci co nie odchodzą nie zawsze powrócą
i nigdy nie wiadomo mówiąc o miłości
czy pierwsza jest ostatnią czy ostatnia pierwszą

ks. Jan Twardowski  

 

Twardowski.jpg                                                                                                           


Podziel się
oceń
10
0

Niektórzy lubią poezję...

wtorek, 22 października 2013 21:43

Według najnowszych badań Biblioteki Narodowej 61% Polaków nie przeczytało w ubiegłym roku żadnej książki.

Po co najmniej siedem książek sięgnęło zaledwie 11% z nas. Spośród tych, którzy w ogóle czytają książki, tylko 7% wybiera poezję.

 

Musicie przyznać, że dane te są rzeczywiście zatrważające…

Zespół Kulturalni(e) nakręconych takim statystykom mówi kategoryczne „NIE”! Nasz blog powstał przecież po to, żeby zachęcać do czytania właśnie – tym razem poezji.

 

Na początek każdego, nowego tygodnia będziemy więc proponować Wam jeden wiersz, który Nas w jakimś stopniu zainteresował, zaintrygował, poruszył i dlatego chcemy, żebyście i Wy go przeczytali. Jeden wiersz tygodniowo to chyba wyważona porcja poezji. Nie chcemy Was przecież zniechęcić, raczej zachęcić do jej czytania. 

Liczymy na to, że po kilku tygodniach przynajmniej niektórzy z Was zaczną odczuwać głód poezji. Czekamy zatem na pierwsze sygnały…

Naszą „ metodą na głoda” będzie po prostu kolejna porcja dobrych wierszy…

 

Wiersz nr 1

Niektórzy lubią poezję

Niektórzy –
czyli nie wszyscy.
Nawet nie większość wszystkich, ale mniejszość.
Nie licząc szkół, gdzie się musi,
i samych poetów,
będzie tych osób chyba dwie na tysiąc.

Lubią –
ale lubi się także rosół z makaronem,
lubi się komplementy i kolor niebieski,
lubi się stary szalik,
lubi się stawiać na swoim,
lubi się głaskać psa.

Poezję –
tylko co to takiego poezja.
Niejedna chwiejna odpowiedź
na to pytanie już padła.
A ja nie wiem i nie wiem i trzymam się tego
jak zbawiennej poręczy.


Wisława Szymborska  

                                                     
 szymborska2.jpg                              

 

 

 

 

Nie bez powodu proponujemy na początek Naszych spotkań z poezją akurat wiersz Wisławy Szymborskiej. W październiku rozpoczął się bowiem kolejny etap kampanii Niektórzy lubią poezję popularyzującej czytanie poezji. Kampania jest jednym z głównych zadań leżących przed powołaną w ubiegłym roku Fundacją Wisławy Szymborskiej w ramach realizacji testamentu polskiej noblistki. 
W kolejnej odsłonie akcji zaprezentowane zostaną billboardy oraz plakaty promujące czytanie poezji. Kampania prowadzona będzie w Krakowie oraz w Warszawie. Pomysłodawcy akcji chcą nie tylko zachęcać ludzi do czytania wierszy, ale również pokazać, że poezja łączy osoby różnych pokoleń i profesji (do udziału w tej części kampanii zaproszone zostały m.in. Pierwsza Dama Anna Komorowska, Magdalena Cielecka, Anna Maria Jopek, Tomasz Majewski oraz Wojciech Waglewski).

 

Zapraszamy do obejrzenia i odsłuchania spotu:

 

 

 

„Niektórzy lubią poezję” – spróbuj i Ty.

 


Podziel się
oceń
16
2

Podróż w czasie

poniedziałek, 21 października 2013 22:35

Był słoneczny, lipcowy poranek. Siedziałam na tarasie w naszym apartamencie, czytając książkę. Nagle mama oznajmia, że dzisiaj o 12:00 wyruszamy w rejs statkiem wycieczkowym. Będziemy płynąć przez trzy dni, podziwiając piękne wyspy Chorwacji. Ucieszyłam się na tę wiadomość i od razu pobiegłam się spakować, nie zapominając o ulubionym aparacie fotograficznym, z którym nigdy się nie rozstaję.

                Na statku przydzielono nam trzyosobową kajutę, dla mnie i rodziców. Po rozpakowaniu została nam jeszcze godzina do uroczystego obiadu, więc razem z rodzicami wybraliśmy się na spacer po pokładzie statku. Byłam zachwycona, gdy zobaczyłam wielki basen z kilkoma zjeżdżalniami.   Siłownia, a nawet salon masażu – wszystko do naszej dyspozycji...

                Podczas uroczystego obiadu przywitał nas kapitan statku, omawiając program wycieczki. Najbardziej nie mogłam się doczekać momentu, kiedy dopłyniemy do miejsca, gdzie pływają delfiny. Dzieliły nas cztery  godziny do spotkania z tymi wspaniałymi stworzeniami, które zawsze marzyłam spotkać.

                Popołudnie postanowiliśmy spędzić na basenie. Świetnie się bawiłam, zjeżdżając na zjeżdżalniach i grając w siatkówkę z innymi uczestnikami wycieczki. Nagle zerwał się silny wiatr i nadciągnęły ciemne chmury. Po chwili na ciele poczułam małe kropelki deszczu. Pobiegliśmy szybko do swoich kajut, myśląc, że zaraz rozpęta się burza. Statek zaczął się kołysać, aż przedmioty z półek spadały na podłogę. Ogromne fale zaczęły zalewać pokład, a kapitan kazał nam założyć kamizelki ratunkowe. Przerażeni wykonaliśmy polecenie, a ja poczuła się jak na "Titanicu" i wcale nie było mi do śmiechu…  Zawyły syreny. Wszyscy z krzykiem wybiegli z kajut. Panika ogarnęła całą załogę. Z minuty na minutę statek coraz bardziej się przechylał, a to w prawo, a to w lewo. Trzymałam się kurczowo barierki. Wtem zobaczyłam zbliżającą się kilkumetrową falę, która pochłonęła mnie w otchłań morza... Poczułam niemoc i bezsilność. Zauważyłam pływających obok mnie rodziców, podniosło mnie to na duchu. W tej samej chwili, tuż za nimi wyłoniły się trzy płetwy grzbietowe.                                                             

- Czyżby rekiny? - pomyślałam. Były to na szczęście delfiny. Nie mogłam uwierzyć w to, co się dzieje. Nagle jeden z nich podpłynął do mnie i dał mi znak, że mogę go dosiąść. Zrobiłam to, choć niepewnie, a zwierzę wydało z siebie radosny dźwięk. Rodzice naśladowali moje ruchy i razem płynęliśmy do brzegu.

- Marta! - zawołała mama. Odwracam się do niej, ale nie odpowiada.              

- Marta, obudź się! - znowu usłyszałam głos. Otworzyłam oczy i okazało się że to tylko sen...

 

Marta Szpyrka

                                                                                                                          


Podziel się
oceń
15
1

Wakacyjna zmiana

poniedziałek, 21 października 2013 22:17

Jestem Monika i mam szesnaście lat. Do poprzednich wakacji byłam niemiłą i nieposłuszną dziewczyną, której opinia nie była zbyt dobra. Co takiego więc stało się w tamte wakacje ?

Wyjechałam z mamą nad morze. Była to ucieczka od zanieczyszczonego środowiska,  jak wspominała mama. Ne tryskałam radością, słysząc o wyjeździe z moją czepiającą się o wszystko matką. Miałam jej dosyć.

Kiedy znalazłyśmy się na miejscu, mój humor był jeszcze gorszy. Rozpakowywanie się przebiegło w nieprzyjemnej atmosferze, a mama pogarszała sprawę, pouczając mnie jak mam układać ubrania w szafie.

Następnego dnia moja rodzicielka zakazała mi wychodzenia bez niej z hotelu, ponieważ nie podobało jej się moje zachowanie poprzedniego dnia. Obrażona spędziłam poranek ze słuchawkami w uszach. Na szczęście po południu przyszło zbawienie. Wybrałyśmy się razem na plażę. Słońce,  piasek, woda i spokój. Tego było mi trzeba. Przez parę godzin wygrzewałam się na kocu i nie zwracałam uwagi na nic. W pewnej chwili poczułam zimną ciecz na nogach. Gdy otworzyłam oczy, okazało się, że to mama polała mnie wodą od stóp do głów.

- Mamo! – krzyknęłam wściekła. – Co ty robisz?!

- Nic. To tylko żart – powiedziała całkiem spokojnie.

- Niezły mi żart – burknęłam pod nosem. Weszłam do morza, bo i tak byłam już mokra. Postanowiłam więc trochę popływać.

            Kiedy wychodziłam z wody zauważyłam, że zgubiłam bransoletkę, którą wcześniej miałam na ręku. Założyłam okularki i zanurkowałam, aby jej poszukać. Płynęłam w głąb morza. Nigdzie nie widziałam zguby. Na raz zahaczyłam strojem kąpielowym o kamień. Nie potrafiłam się uwolnić. Brakowało mi powietrza. Zrobiło mi się ciemną przed oczami. Straciłam przytomność…

Obudziłam się na łóżku. Obok mnie na krześle siedziała piękna kobieta. Miała brązowe, długie włosy, podłużną twarz i była ubrana w długą niebiesko-zieloną suknię.

- O, nareszcie się obudziłaś – powiedziała melodyjnym głosem - pewnie się zastanawiasz, gdzie jesteś. Znajdujemy się w stolicy morza. W samym sercu Świata. Ja nazywam się Aria i jestem władczynią tego miejsca.

- Ach, dobrze wiedzieć – powiedziałam z kpiną. – Gdzie jest ukryta kamera?

- Nie ma. Jesteś tu, aby się zmienić. Też kiedyś byłam taka jak ty: nieznośna, nieposłuszna i wścibska. To miejsce mnie jednak zmieniło. Ciebie też powinno.

Nie wierzyłam w to, co mówiła ta kobieta. Myślałam, że jest obłąkana. Wstałam z łóżka. Otworzyłam ogromne drzwi. Chciałam wyjść, ale powstrzymały mnie ostrza włóczni, które skrzyżowały się przed moją twarzą.

- Kochana. Nie wyjdziesz stąd dopóki nie zmienisz swojego postępowania – powiedziała stanowczo Aria.

- Co to w ogóle ma do rzeczy? Jedna zła dziewczyna więcej czy mniej nie zrobi różnicy – stwierdziłam.

- Właśnie, że zrobi. Chodź pokażę Ci dlaczego – mówiła władczyni. Prowadziła mnie przez długi korytarz.  Weszłyśmy do dużego pomieszczenia z ekranem. Wyświetlił się na nim obraz Ziemi. Jednak różnił się trochę od animacji, którą znałam. Zamiast zielonych i niebieskich obszarów były tylko brązowe i żółte.

- Tak będzie wyglądać Ziemia, jeżeli ludzie się nie zmienią. Każda kłótnia, wypowiedziane słowo w złej intencji, a przede wszystkim takie osoby jak ty niszczą ten Świat – mówiła Aria. Zamurowało mnie. Serce zabiło szybciej. Ten widok, który zobaczyłam mnie naprawdę uderzył. Przypomniała mi się każda kłótnia z mamą i rówieśnikami. Zakręciło mi się w głowie... Usiadłam na podanym przez władczynię krześle.  Co mam z tym wszystkim zrobić?

- Widzę, że rozumiesz. Jeśli się zgodzisz zostać jakiś czas, nauczę cię jak być dobrą. Co ty na to? – zapytała Aria. Nie wiem dlaczego, ale się zgodziłam. Chciałam przemiany.

            Minął miesiąc. Władczyni codziennie uczyła mnie jak postępować. Byłam inną osobą. Dostałam pozwolenie na powrót do domu. Odzyskałam bransoletkę. Wypłynęłam na powierzchnię morza. Zobaczyłam mamę leżącą na kocu. Podbiegłam do niej i ją przytuliłam.

- Dziecko, co ci się stało? – zapytała zaskoczona.

- Tak za tobą tęskniłam – odpowiedziałam.

- Nie było cię dosłowne pięć minut !

- Ale… Faktycznie. Przepraszam za moje zachowanie.

- Och… Wszystko w porządku skarbie – pogłaskała mnie po głowie mama.

            Od tamtej pory z mamą dogaduję się świetnie. Tamte wakacje rzeczywiście zmieniły mnie. Na zawsze.

 

Oliwia Kasperska


Podziel się
oceń
18
2

Dziekie wakacje

poniedziałek, 21 października 2013 21:55

Wydarzyło się to wszystko na początku wakacji, zaraz po zakończeniu roku szkolnego.

        Zaczęłam się pakować w ostatnim dniu szkoły, bo dzień po zakończeniu mieliśmy wyjeżdżać z moimi najlepszymi przyjaciółmi: Lily, Martinem i Natanem. Nie chodziliśmy do jednej klasy, ale znaliśmy się z liceum.

        A właśnie! Jeszcze się nie przedstawiłam… Nazywam się Maggi Wesley i chodzę do szkoły w Winnipeg, w Kanadzie. Mam 16 lat ( tak jak Lily, bo chodzimy do jednej klasy, Martin i Natan mają 17). Szczerze, to chciałabym już być pełnoletnia... Nienawidzę moich przybranych rodziców. Tak właściwie to nie ufam nikomu innemu tylko Lily. Kiedy miałam 12 lat, moi biologiczni rodzice zginęli w wypadku samochodowym. Ja na moje szczęście ocalałam…

       Wracając do wakacji… Najpierw tata Nathana zawiózł nas do portu morskiego w Vancouver swoim samochodem. Potem wszyscy wsiedliśmy na statek płynący na Kubę - do Havany. Bardzo się ucieszyłam z naszego wyjazdu, bo już od dawna skrycie podkochiwałam się w Nathanie… Wiedziała o tym oczywiście tylko Lily, ale i tak domyślałam się, że nic z tego nie będzie. Lily na razie nie chciała mieć chłopaka, ale mnie bardzo zależało na Nathanie…

       Płynęliśmy 2 dni i kajutę mieliśmy wszyscy razem. Mnie to oczywiście odpowiadało w 100%! Już chciałabym być na miejscu w hotelu (pokój w hotelu też mamy wspólny), bo może coś wyjdzie z Nathanem i to nie będzie tylko przyjaźń... Następnego dnia poszliśmy wszyscy na śniadanie. Atmosfera była trochę napięta, ale Nathan i tak się do mnie uśmiechał.

- Ej! – zaczęła Lily – Czemu wszyscy są tacy spięci?! Wakacje mamy i trzeba je wykorzystać!

- Dobra! – wykrzyknęłam. – Dzisiaj już będziemy na miejscu, więc gdzie idziemy - do kina czy na zakupy?

- Nigdzie – odburknął Martin. – Nie idziemy ani do kina, ani na zakupy tylko będziemy pływać w przyhotelowym basenie. Nagle ni stąd, ni zowąd cały statek zaczął się  trząść, a my kręciliśmy się w kółko.

- Co to?! – krzyczałam przerażona i mimowolnie przytuliłam się do Lily.

- Chyba wpadliśmy w wir wodny! – zauważył Martin.

Zrobiło mi się ciemno przed oczami, tak jakbym zemdlała…

       Kiedy się obudziłam, byłam w jakimś dziwacznym miejscu... Wszystko wokół miało takie ciemne i ponure kolory.

- Lily, Martin, Nathan! Gdzie jesteście?! – zawołałam przerażona.

Ledwo skończyłam zdanie, a oni spadli na mnie jakby z nieba.

- Gdzie my jesteśmy? – zdziwiona Lily masowała obolałą głowę.

- Nie pytaj mnie, sama nie wiem… - odpowiedziałam.

- Patrzcie, tam się coś rusza! – wykrzyknął Martin. – Chodźcie schowamy się za tą wielką skałą.

Wielki cień zbliżał się do nas coraz szybciej. Cała trzęsłam się ze strachu. Oddychałam tak szybko i głośno, że to coś na pewno mnie usłyszało.

- Kto tu jest?! – zawołał ktoś grubym głosem. Podszedł bliżej i odsunął skałę, za którą siedzieliśmy. Okazało się, że był to olbrzym z wielkim pryszczatym nosem i burzą loków na głowie.

- Przepraszamy panie olbrzymie, że zakłócamy pana spokój, ale trafiliśmy tutaj przypadkiem - wydukałam.

- Aha! – wykrzyknął. – Nie jesteście jedyni. Już wcześniej miewałem gości, ale nigdy tak młodych. Mam na imię Denis.

- Miło nam. Wyjechaliśmy na wakacje, ale coś nas wciągnęło, tutaj – powiedziała Lily.

- Pomogę wam się stąd wydostać. Wiem co zrobić, by wyjść z powrotem.

- Co takiego? – zapytał szybko Nathan.

- Spójrzcie. Jesteśmy w moim ogrodzie, a to mój dom.

Wszyscy spojrzeliśmy na ogromną budowlę za nami.

- I co musimy zrobić? – zapytałam zdenerwowana.

- Musicie w tym domu znaleźć 4 kamienie szlachetne: szafir, rubin, szmaragd i cytryn, a następnie włożyć je do zbroi rycerskiej.

- Jak to mamy zrobić? – zapytałam.

- Macie tu 4 mapy całego domu, a kamienie są zaznaczone ich kolorami.

- Łatwizna! – krzyknął uradowany Martin

- Nie wydaje mi się… - stwierdziła Lily.

       Wszyscy weszliśmy do domu i rozdzieliliśmy się każdy w swoją stronę. Ja miałam zaznaczony na mapie kolor czerwony (rubin). Lily niebieski (szafir), Natan zielony (czmaragd), a Martin żółty (Cytryn). Musiałam iść tylko w górę schodami, potem prosto, 2 razy w prawo i potem w lewo i już byłam na miejscu. Znalazłam poluzowaną cegłę w ścianie i tam znajdowało się świecidełko. Trochę zabłądziłam, idąc z powrotem, ale kiedy byłam już przy zbroi, reszta na mnie czekała.

- Dobrze wam poszło. Chodźcie za mną! – poinformował nas Denis.

Zaprowadził nas do kolejnej zbroi. Przekręcił jej dłoń o 360 stopni i otworzyło się jakieś tajemne przejście.

- Do widzenia przyjaciele!

- Do widzenia Denisie! – Powiedziałam, uśmiechając się do trzymetrowego olbrzyma.

Weszliśmy do drzwi, trzymając się za ręce i zaczęliśmy znowu spadać w dół, aż znaleźliśmy się na placu zabaw obok naszego podwórka.

- Ale to była niesamowita przygoda – westchnęła Lily.

- Ja jej na pewno nie chcę powtarzać! – wykrzyknął stanowczo Martin.

Zaśmialiśmy się wszyscy. Martin i jego poczucie humoru… Potem rozeszliśmy się - każdy w swoją stronę.

        Wróciłam do domu i przytuliłam się do mamy.

- Ale miałam przygodę, mamo! – powiedziałam do niej. – Opowiem ci wszystko później, teraz jestem bardzo zmęczona.

      Po tegorocznych wakacjach nie miałam najmniejszego zamiaru wyjeżdżać poza granicę Kanady. Tutaj mi było dobrze…

 

Julia Drzewiecka


Podziel się
oceń
14
3

poniedziałek, 19 lutego 2018

Licznik odwiedzin:  26 214  

Kalendarz

« październik »
pn wt śr cz pt sb nd
 010203040506
07080910111213
14151617181920
21222324252627
28293031   

O moim bloogu

myślę sobie, że...

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 26214

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Pytamy.pl

Pytamy.pl